Zastanawiam się jak wyjść z tego obłędu. Jak sprowokować los by mi zaufał. a z nim Ty.
Każdego dnia pokonuję tak samo jak zwykle pierdylion problemów, które tym razem są wyjątkowo uporczywe. Doskwiera mi samotność. Brak chwil, które wspominam z ukrytym uśmiechem przed światem.
Moje życie stało się czymś w rodzaju kuli wodnej, w której znajduję się śniegowy pejzaż i kiedy ktoś tylko niż zatrzęsie wszystko wywraca się do góry nogami. Absolutny bezwład.
Wszyscy są ważniejsi. Ale może kiedyś moje słowa bedą ważne. Może. Dla Ciebie (ha)
Zakopałam się głęboko parę metrów w ziemii. Jestem absolutnie po za zasięgiem życia. Zakopałam się doszczętnie i niestety samotnie, jednak to nie jest aż tak dręczące jak świadomość pustego spojrzenia kiedy ktoś usiłuje prowadzić ze mną dialog. Nad wyraz niespodziewany brak chęci do rozmowy. Straciłam potrzebę... Wystarczy mi słuchanie. W Dzień przyjmując kamienną twarz, bo wypada sę jakoś trzymać kiedy obcy patrzą. Lecz kiedy zachodzi słońce, wyobrażam sobie, że zalewam się łzami, bo w rzeczywistości nie potrafię ich wywołać. I tak co noc. Zasypiam z nadzieją, że tym razem sen będzie dla mnie łaskaw jednak czasem, gdy się budzę i orientuję, że powoli wszystko zaczyna wracac do normy mam ochotę znów zamknąć oczy i juz ich nie otwierać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz