piątek, 27 listopada 2015

Co raz gorzej

Sponiewierana, wracam z przykulonym ogonem do punktu wyjścia. Dobry czas przestał by dla mnie sojusznikiem. Seria nieszczęścia z tak wielkim hukiem mnie przygniotła swoją wielkością, że nie jestem wstanie się pozbierać. Nic już nie jest jak powinno. Osoby z boku decydujące za mnie, Osoby obce dyktujące mi warunki. samotność po mimo, że sama nie jestem spycha mnie w najzimniejsze ciemne miejsce w tym domu. Bez najmniejszego podmuchu ciepła. Brutalnie zesłane na ziemie poniżej poziomu.
Po mimo dochodu i pracy perspektywy nie ulegają zmianie.

Utknęłam w miejscu, z którego nie ma wyjścia. Dając się nieustająco poniżać i gnębić z nadzieją, że to chwilowe. To nie jest szczęście w dobie braku zainteresowania i klepania tych samych zdań.
Uciekam. Zbyt często. Gubią się, że właśnie tak trzeba.
Chciałabym wyjść i ostatkami sił jeszcze trzymam się z myslą, że poczekam.
nienawiść wszystkich, brak wsparcia czy obiecanej pomocy sprawia, że czuję się oszukana.
Nikt nie przypuszczał, że sytuacja nabierze takiego obrotu akcji. Wszyscy są rozczarowani.
Zastanawiając się jak to możliwe.
tym czasem rykoszet, który do mnie dochodzi jest tak silny, że prawie tracę zmysły z bólu.

To nie jest szczęście.
Jednak wielu zaopmina, że do szczęścia przyczynia się przede wszystkim rodzina. bliscy.
Nie jestem szczesliwa. !!

Ograniczenie swobody tak dotkliwe przez brak zrozumienia brak wsparcia....
unieszczesliwienie za niespełnione bełkoty prorocze.

Jak być normalnym w takim swiecie, jak nie zwariować.

W takich sytuacjach myślenie o nagłej śmierci jest jak natychmiastowe ukojenie!
co raz gorzej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz