wtorek, 29 listopada 2011

dzień jak co dzien

 
 Ogólnie ? Nie chce mi się gadać ! nawet samej ze sobą. Zniszczyło się trochę .... Choć wcale nic nie zobiłam. Wręcz przeciwnie tym azem to nie ja dałam dupy ..... a szkoda.  Choć może jeszcze jest nadzieja? 
Ty mi to powiedz.
 
dawno dawno temu , przed kilkoma godzinami wysoki chłopak o niskim wzroście szedł biegnąc z 6 letnią staruszką po łące pokrytej asfaltem. Był czwartek i jak na początek tygodnia szedł leżąc na ziemi w pozycji kucznej podczas czołgania do sklepu hydraulicznego po mąke. Lecz mieli tylko kiełbase. Był wieczór ok 8 rano. po południu więc zaczęli pić kanapki i jeść wode gazowaną bez gazu.Po drodze spotkali dziewczynke z kwadratowymi krrójkątami na plecach w kształcie koła. I nie zapytali jej co jej sięstało a ona nie odpowiedziałą , że sandały. Zdziwieni zaczeli krzyczeć szeptem , żeby nie wystraszyć tłumu ludzi składającego sięz jednej osoby grającego na boisku w bicie siękablem od telewizora. Chłopak biegł idąc nad jezioro gdzie stały 3 łódki, jedna cała drugiej pół a trzeciej nie było w ogóle. Więc wpełzł idąc do trzeciej i poleciał na bezludną wyspe gdzie miszkali węgierscy indianie. Wszedł na palme poslizgnął się i upadł z jabłoni na wieżbe. Zobaczył to leśniczy i mówi " złaź z mojej topoli ! to mój dąb " i zeszedł. oślepnął... I biegł za sparaliżowanym nagle zakęcili prosto i sięzgubili. A wiedząc gdzie jest wrócił i wysikał kupe. Niew chcący pod czas spuszczania nogą wody kopnął sięw środkowe kolano i poszedł wyżucić śmieci zastanawiając się co potem będzie robił.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz