Byłaś delikatnym płatkiem opadającym ku wolności , pięknym, subtelnym i piekielnie czerwonym stanem emocjonalnym, który opanował moją głowę. a Ja ...
Byłam nieskazitelną wodą i płomieniem. Perwersyjnie kwaśnym deszczem i upalnym słońcem, który swą namiętnością karmił piętrzaste obłoki. Szumiącym lasem, który z palcem na ustach zdradzał wszystkie ludzkie sekrety. Absurdem, którym przezwyciężyłam siebie. Radosną skorupą samotności, która wciąż gładziła towarzyszącą namiętność.
Byłam nieskazitelną wodą i płomieniem. Perwersyjnie kwaśnym deszczem i upalnym słońcem, który swą namiętnością karmił piętrzaste obłoki. Szumiącym lasem, który z palcem na ustach zdradzał wszystkie ludzkie sekrety. Absurdem, którym przezwyciężyłam siebie. Radosną skorupą samotności, która wciąż gładziła towarzyszącą namiętność.
Byłam Epitetem życia zamkniętym w szufladzie.
Drogę ku niebu mam juz za sobą, dotarłam do granic, gdzie ból lączy sie z porankiem. Abstrakcyjna nicość, która chłonie cały mój żal a dłonie boją się kolejnego zastrzyku emocji. Jestem lękiem mierzonym miarą cudów, który za każdym razem odchodzi bez pożegnalnej kolacji.
Teraz żyję kilkanaście centymetrów ponad światem i swoimi uczuciami.
Żyję jak żyje bo nawet mnie piekło nie chciało. Jestem silna!
Żyję....bo jestem na tyle silna alby nadal w to wierzyć.
By nie zwracać uwagi na fakt braku mejsca w czarnej dziurze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz