Wyjątkowy wieczór w samotności pozwala dotrzeć w głąb siebie.
Wyciągnąć małe pudełka, które siłą musiałam zrzucić na półkę " zapomnieć ".Biorąc pod lupę jeden po drugim, by jeszcze bardziej stoczyć się w drapieżną głębie i móc przez chwilę poczuć południowy wiatr otoczony różami i bzem. Być tak bezlitosnym dla samej siebie i dusić się pięknem, które się z niego wylewa. Tym masochistycznym obrazem rozpocznę dzisiejszy wpis.
Ciężko jest nam oderwać się tak po prostu wstać z kamienną twarzą i wyjść niezależnie od poziomu toksyn w powietrzu. Ludzie są na tyle ciekawi, że trwają mimo braku możliwości złapania tchu.
Po pewnym czasie zdają sobie sprawę, że wiele się zmienia. Przestajemy się dusić tylko nie wiedząc kiedy nagle potrafimy wziac głęboki oddech.
W Wielu przypadkach jest to moment, w którym zdajemy sobie sprawę, że pewne aspekty przyjęły niebezpieczny obrót zdarzeń.
Ludzie są bezpieczni tylko na swojej płaszczyźnie, tylko na swoich zasadach, nie lubią zmian, nie lubią ryzyka. Wolą skrzywdzić niż być skrzywdzonym, przez co w afekcie mówią coś, co może nie jutro może nie za tydzień a za jakiś czas wraca jak bumerang.
Jesteśmy wszyscy bardzo pamiętliwi jeśli patrzymy na zło, które nas dotyka jednak nigdy na dobro, którym zostaliśmy obdarzeni. Jesteśmy pazerni i chcemy pochłaniać wszystko od razu, nie jesteśmy cierpliwi.
Nie lubie użalania, bełkotu pijanych poetów i chorych pisarzy, z którymi wielokrotnie spotykałam się na papierze, wszak jesteśmy jedynym powodem, dla którego warto wszystko zmienić.
Wiele lat uczyłam się cierpliwości do ludzi, uczylam się powściągliwości w stosunku do kobiet oraz traktowania ich z należytym szacunkiem, obdarowania wszelakim bogactwem oraz uśmiechem.
Nawet jeśli graniczyłoby to z cudem przyjęłabym wyzwanie. Ludzie lubią wyzwania, lubią nieznane, lubią nutkę niebezpiecznej gry, są drapieżnikami ale tylko na krótką mete.
Wracając do domu ściągają z siebie powłokę - skorupę żółwia. W swojej opoce nie ma fałszywych usmiechów, ciętych ripost. Jest herbata stojąca koło 10 kubków na biurku jest talerz, który jest podstawą budowli z porcelany. Jest kakao, spokoj, cisza. Sciągamy kamienną Twarz. pokazujemy emocje.
A Wychodząc na zewnątrz starannie dopinamy kazdy możliwy zamek pancerza.
Tylko dlaczego nawet Ci, którzy nie chcą nas skrzywdzić musza oberwać rykoszetem.
Po którymś razie odpuszczają. Są tacy co wielokrotnie próbowali do nas dotrzeć ale nasze przerażone JA nie było wstanie zamiast pomysleć " Wreszcie " to twardo trzymało się
" Nie ma po co .. Zawsze krzywdzą "
A co jeśli ten jeden raz nie ?
To co nas spotyka jest na kazdej możliwej płaszczyźnie niesamowite. Każdy uśmiech, chwila uniesienia.
Radości, smutku, lub bezinteresowne chodzenie po parku czy lesie.
Po czasie dochodze do wniosku, że pancerz zaczyna przywierać do mnie tak bardzo, że zaczynam w nim spać. Krzywdze wszystkich bo tak jest lepiej- Wmówić sobie, że moje zasady są najlepsze i nie liczyć się z nikim. to był duży błąd. Zgubiłam się.
teraz Siedząc tak chciałabym zrobić gruntowny porządek. Wywalić każde pudełko na śmietnik spalić je i ogrzewać się ich ostatnim ciepłem. tylko jedno bym zostawiła
Gdybym miała możliwość wyzbyć się calej pamięci związanej z osobami, które przewinęły się przez moje życie z zupełnie innym skutkiem niż bym chciała tego ja.... Uznaję , że chciałabym się pozbyć tylko ttych złych momentów by dobre zawsze towarzyszyły mi i nie pozwoliły mi zapomnieć o tym co miałam
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz