niedziela, 1 stycznia 2012

ten dzień

to wszystko dało mi i odebrało wiele siły , zdrowia... ale dostałam coś czego nie można opisać. Kiedyś to byłoby spełnieniem moich marzeń dzisiaj, jest czymś w zupełności normalnym. Czy zatem powinnam się cieszyć tym co mam ? Ale jak to zrobić skoro tak blisko jest już tak cholernie blisko... Wtedy zazwyczaj jest ten krok do tyłu, zawsze wtedy spada mi kolejna cegła na głowe...Oszołomiona siła uderzenia przez chwile nie umiem nad soba zapanować, potem znowu wracam do normalności jest ok i znowu... jebut... tak w kolo.

Do czego udało mi się dojść po 10 latach ?. hmmm nigdy tak naprawdę do niczego nie doszłam nigdy.
Nawet jeśli byłam już pewna , że jest naprawdę dobrze zawsze własnie akurat wtedy coś stawało mi na drodze.
Ale dlaczego ? .... Zdziwiłam się ... Jak wiele ludzi mi dobrze życzy, jak wielu ludzi żyje tym i przejmuje się Bym była szczesliwa. Są wspaniali. nie wierzyłam , że jest ich aż tylu.

Tak naprawde każdego dnia w mojej głowie dochodzi do wojny, mysli dobre kłóca się ze złymi.
Wciaz zastanawiając się co ma sens. Co jest i co będzie dla mnie najlepsze.
Wiem to. ale nie jestem  gotowa tego zrobić . nie teraz. i pewnie nigdy !
Ale , żeby nie było przeicęz wiem co zrobic. Jednak nie umiem siebie tak perfidnie skrzywdzić ...
Dzisiaj przeczytałam najpiękniejsze słowa świata mojej kolezanki. Ona wierzy w to wszystko 5 razy bardziej jak ja , widzi rzeczy  , których ja nie widze na codzień. To cudowne. Naprawde!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz