Noc tak szybko wita zaa okna, ledwo oczy dobrze otworzysz a noc zaczyna być co raz bliższą przyjaciółką, Szarość wdziera się powoli przez komin. Dostarczając toksycznego powietrza, które nie pozwala nam funkcjonować. Odbiera chęć do życia a rozpoczyna samoistną pustą wegetację.
Kończą się filmy, które od tylu lat karmie wzrok by nie widzieć tego co mnie otacza przez te kilka miesięcy.
Zabijam się każdego dnia, kiedy nie jestem w stanie na najmniejszą pozytywną reakcję .
Zimne powietrze odbiera możliwość głębokiego wdechu, paraliżując nasz układ oddechowy...
Błąkając się gdzieś między jawą a snem wyzbywamy się wszelakich emocji.
Staje się Amebą, która na 4 miesiące jest bezwartościową , nic nie wartą masą, która jedynie chce dotrwać do czasu ciepłych promieni słonecznych.
To niesamowite ale co roku powtarzam tą agonie nie mogąc jej zastopować w żaden sposób.
Monotonia, która wchodzi w moje życie z dniem,gdy nastaje zmiana czasu na zimowy jest dla mnie niczym tykający zegar, który zaraz wybuchnie. A kiedy to się dzieje, skażenie i nicość otula moje - ja przez długi czas nie mogąc się uleczyć.
Jedynie Sen mnie ratuje- wielobarwny, nieoczekiwany,
agresywny czy też dynamiczny dostarcza iskry życia niczym kropla wody na Saharze.
Jest źle... a to dopiero początek.
Pora przechodzić powoli w tryb uśpienia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz